Mimo że kolonizacja niemiecka na Wołyniu w drugiej połowie XIX – początku XX wieku. miał charakter rolniczy, niewielka część Niemców wołyńskich była zatrudniona w przemyśle.

Ze względu na to, że obwód wołyński był jednym z najbardziej zacofanych przemysłowo na Ukrainie, udział Niemców na tym terenie był niewielki, choć ich obecność jest zauważalna w wielu gałęziach przemysłu, nie tylko w miastach, ale także na wsi. Przeanalizujemy udział niemieckich osadników w rozwoju wiejskich przedsiębiorstw przemysłowych na Wołyniu.

Powrót w latach 70. XVIII wieku. Niektórzy właściciele ziemscy wołyńscy zaczęli zapraszać hodowców niemieckich z Austrii, Polski, a rzadziej z Niemiec, proponując im zakładanie różnych fabryk (fabryk, cukrowni, gorzelni itp.), w nadziei na zwiększenie zysków. Jednak ze względu na prymitywizm rośliny te nie spełniły oczekiwań i szybko przestały istnieć.

Ale takie tradycje udziału Niemiec w rozwoju przemysłu wołyńskiego były kontynuowane w XIX wieku. a zwłaszcza w jego drugiej połowie, kiedy rozpoczął się okres masowej kolonizacji niemieckiej w regionie.

Pod koniec XVIII wieku. na Wołyniu byli też tak zwani „sztaplerzy” ze Śląska, którzy przyjeżdżali w imieniu dużych firm i pracowali tu jako drwale. Aktywny udział Niemców w przemyśle drzewnym i drzewnym regionu kontynuowany był w XIX i na początku XX wieku. Ale teraz pracowali nie tylko jako drwale i zwykli robotnicy, ale także byli właścicielami tartaków w różnych powiatach województwa. Od 1872 r. działał we wsi taki zakład, którego właścicielem był Wilhelm Rau. Kozyn powiatu rówieńskiego. W 1892 r. obrobiono na nim 1500 sosnowych bali, przepiłowano 9000 desek o łącznej wartości 3000 rubli. Do tego samego właściciela w miejscowości Stepan iz. Orsza z tego samego powiatu posiadała jeszcze dwa tartaki, które rocznie produkowały drewno o wartości 170 tys. rubli, a produkty sprzedawały głównie za granicę. Obywatel Austrii A. Ken-do posiadał podobne przedsiębiorstwo we wsi Ploska w powiecie Dubna. W 1892 r. przerabiano tu 3500 sosen i wytwarzano 1000 kłód, 10 000 podkładów, 500 stosów gontów i innych produktów o wartości 20 000 rubli. Niemiecki kupiec Albrecht był właścicielem tej samej fabryki w tym samym powiecie we wsi. Kasarew.

Mniej potężne tartaki, będące własnością i zarządzane przez imigrantów niemieckich, znajdowały się w innych powiatach województwa. Biorąc pod uwagę wycięty przez Niemców obszar puszczy wołyńskiej, trzeba przyznać, że był to drapieżny stosunek do zasobów leśnych Wołynia.

Oprócz tartaków Niemcy otworzyli także zakłady przetwórcze o różnych profilach. W szczególności byli właścicielami kilku fabryk parkietów. Wykorzystując pozostałości bali dębowych z tartaków, firmy te wyprodukowały parkiet dość wysokiej jakości, zarówno pod względem czystości produkcji, jak i urody drewna. Fabryki te były dobrze wyposażone, co zapewniało wysoką jakość produktów. Parkiet sprzedawano głównie poza granicami województwa ze względu na brak popytu na niego w województwie. W 1882 roku w pobliżu miasta Zdolbunov baron L. Kroneberg założył fabrykę litego dębowego parkietu „Taikuri”. Powstał tu masywny parkiet dębowy o powierzchni 30 tys. metrów rocznie. Roczny dochód zbliżył się do 70 tysięcy rubli. Fabryka zatrudniała 24 pracowników i maszynę parową o mocy 24 koni mechanicznych. W pobliżu wsi. W 1893 roku w powiecie Krzemieńcu powstała fabryka parkietów mechanicznych Franza Auterhofa. Zatrudniała 56 robotników i lokomotywę parową o mocy 50 koni mechanicznych. Roczny dochód wynosił około 100 tysięcy rubli. W miejscowości Radziwiłł Niemcy posiadali fabrykę mebli, która produkowała modne w tym czasie tzw. wiedeńskie meble gięte. Jego roczny obrót wynosił 2 tysiące rubli.

Niemcy byli dość aktywni w innej gałęzi przemysłu wołyńskiego – papierniczym. Od 1886 we wsi. Rudnia Poczajewska z obwodu rówieńskiego miała fabrykę papieru obywatela pruskiego G. Fucknera. W 1892 roku w procesie produkcyjnym zużyto 10 000 funtów pulpy drzewnej, 6 000 funtów szmat, 4 000 funtów celulozy i 500 metrów sześciennych. jardy drewna opałowego. Zrobiono z niego 20 tysięcy funtów papieru do pakowania o wartości 40 tysięcy rubli.

Należy zauważyć, że papier pakowy, zwany „papierem cukrowym”, był potrzebny lokalnym cukrowniom, gdzie był używany do pakowania cukru. Jego cena wynosiła 3 ruble. za funt wagi. Papier gazetowy i piśmienniczy wysokiej jakości były na prowincji rzadko produkowane. Od czasu do czasu w papierniach na Wołyniu produkowano papierośnice. Wspomniany już G. Fuckner dzierżawił także celulozownię od ziemianina Radzymińskiego we wsi Minkowce, powiat Dubna, gdzie w 1892 r. wyprodukowano 10 tys. pudów miazgi drzewnej o wartości 8 tys. rubli. Na początku XX wieku. w powiecie rówieńskim otworzył we wsi kolejną papiernię. Wierzba. Zatrudniała 8 pracowników, a wydajność zakładu wynosiła 8 tys. rubli. przez rok. A w zakładzie w Rudnya Poczajowie w tym czasie zatrudnionych było już 40 pracowników, a jego wydajność wzrosła do 50 tysięcy rubli. na rok. W powiecie żytomierskim fabryka papieru pakowego również należała do Niemca Hermana.

Tradycyjnie niemiecki przemysł na Wołyniu kojarzy się z produkcją sukna. I to jest całkiem uzasadnione. W 1832 r. w okolicach miasta Rożyszcze w powiecie łuckim pojawiły się pierwsze rodziny niemieckich tkaczy, które założyły kolonię Wownianka („Wołnianka”). Władze zwolniły ich nawet z podatków i dały im prawo do sprowadzenia swojej własności z zagranicy bez przeszkód. Niekiedy nawet ułatwiali przeprowadzkę, udzielając pomocy skarbowej i licząc na szybki rozwój przemysłu lekkiego w województwie. Do połowy XIX wieku. W Dubnie i Torchin osiedlili się niemieccy tkacze. Ale ciężka praca fizyczna, brak nowych technologii, słaba jakość i niskie ceny kupców żydowskich, którym przekazywali uszyte sukno, zmusiły sukienników Dubną i Torchynę do odejścia z tej działalności i zajęcia się czymś innym. Ale w Vovnyance produkcja tkanin nie ustała. W kolejnych dziesięcioleciach po 1832 r. otwarto tu kilka kolejnych fabryk: w 1834 i 1838 r. ich założycielami byli chłopi G. Steingauer i G. Lange, w 1858 r. trzy fabryki otworzyli kupiec K. Broker oraz chłopi G. Vutke i I. Rennes, aw latach 1860, 1863, 1864, 1866, 1872, 1873, 1882 i 1890 odpowiednio poddani pruscy K. Liebholtz, F. Burger i W. Verdin, E. Yabush, J. Rein, A. Kirchner, S. Drews i E. Burgera. W rzeczywistości Wownianka jest uderzającym przykładem przemysłowej niemieckiej kolonii na Wołyniu, jak żadna inna. Później nazwano ją Velyka Vovnyanka, w przeciwieństwie do innej – Mala Vovnyanka, której mieszkańcy zajmowali się rolnictwem.

Zdecydowana większość fabryk Velyki Vovnyanka produkowała proste grube tkaniny, które sprzedawano na lokalnych rynkach lub do odsprzedawców. Wełnę do pracy kupowano od okolicznych chłopów i właścicieli ziemskich, którzy hodowali owce. Pojemność fabryk była zróżnicowana. Tak więc fabryki F. Burgera i J. Reina w 1892 r. Wyprodukowały odpowiednio 2500 i 2400 arszynów sukna o wartości 1300 i 2200 rubli, a fabryka kupca K. Brokera – 9000 arszynów sukna o wartości 4500 rubli. Najmniejsze wielkości produkcji były w fabrykach chłopskich G. Lange, I. Rennes i G. Vutke: odpowiednio – 100, 200 i 300 jardów o wartości 50, 100 i 150 rubli.

We wszystkich tych fabrykach kursował powóz konny, najemników spośród Niemców i mieszkańców okolicznych wsi. Pod koniec lat 80. inspektor fabryczny z Kijowskiego Okręgu Fabrycznego dokonał krótkiego opisu stanu technicznego swojego dziennika drogowego i pozostawił kilka innych informacji o tych fabrykach. Na przykład fabryka Gustava Steinhauera zatrudniała ośmiu robotników, dwóch nastolatków (jeden z maszynami do czesania, drugi zaprzęgający konie do wprawiania w ruch maszyny) i sześciu dorosłych (4 tkaczy, 1 przędzarka i jeszcze jedna kobieta przygotowująca przędzę). Wynagrodzenie w przędzalni wynosiło 100 rubli. rocznie plus mieszkanie i wyżywienie. Młodzież również żyła i jadła na koszt właściciela i otrzymywała: 23 ruble. – woźnica i 30 rubli. przez rok ten, który pracował przy maszynach do czesania. Kobieta, która przygotowała włóczkę, pracowała na podobnych warunkach, tylko zapłata wynosiła 25 rubli. rocznie, a tkacze bez mieszkania i bez jedzenia otrzymywali od 3 do 3,5 rubli. na tydzień. Robotnicy spali w tym samym pomieszczeniu, w którym stały maszyny do czesania i krosna. Tutaj przygotowywano i jadano jedzenie. Wszędzie było zatłoczone, brudne, ciężkie powietrze.

Z notatek inspektora wynika, że przedsiębiorstwa były technicznie zacofane, warunki pracy i życia były bardzo trudne, a płace niskie. I nie przynosiły właścicielom większych zysków.

Oprócz wyżej wymienionych fabryk w Wielkiej Wownijance, w miejscowościach Rożyszcze i Sławucie działały również niemieckie fabryki sukna. Niemcy posiadali także kilka małych fabryk sukna w kilku innych powiatach województwa, ale niewiele różniły się one od wyżej opisanych pod względem pojemności, wyposażenia i warunków pracy. Natomiast produkcja sukna na Wołyniu w XIX wieku. słusznie można uznać za zjawisko pochodzenia niemieckiego.

Skupiliśmy się już na orientacji technicznej niektórych Niemców wołyńskich, nic więc dziwnego, że uczestniczą oni w organizacji produkcji ślusarskiej i maszynowej w województwie. Co prawda koncentrowało się ono głównie w miastach, ale w niektórych miejscowościach istniały małe przedsiębiorstwa na wsi, gdzie Niemcy naprawiali narzędzia i maszyny rolnicze, wykonywali i wymieniali zużyte części, odlewnię, wyposażano magazyny maszyn rolniczych. Taka produkcja była w miejscowości Polonnoe, powiat Nowograd-Wołyń. Miał roczny dochód około 10 tysięcy rubli. i 12 pracowników. Heinrich Lanz z Kanheim założył we wsi Friedrichivka, w którą zaangażowani byli także Niemcy.

Zauważalny był także udział Niemców w branżach związanych z produkcją i przetwórstwem żywności i napojów. Czasami władze nie chciały im pomóc. I tak w 1889 r. poddany pruski F. Protzer skarżył się, że odpowiednie władze nie wydały mu zezwolenia na budowę gorzelni na jego majątku we wsi. Holeszow powiatu łuckiego. W następnym roku, 1890, zbudował fabrykę i produkował 85 000 wiader alkoholu rocznie. Niemiecki G. Gerber był zaangażowany w budowę gorzelni w mieście Nowogródek, powiat Ovruch. We wsi od 1867 r. istnieje dość potężny zakład o takim profilu. Wielkie żyto powiatu rówieńskiego, które należało do Wilhelma Rau. W latach 1891-1892 przerabiano tu 44 000 pudów ziemniaków i 5 000 pudów zielonego słodu. Na paliwo wydano 115 metrów sześciennych. jardy drewna opałowego. Wypalono 800 000 stopni bezwodnego alkoholu, który sprzedawano na miejscu. Jego wartość brutto wynosiła prawie 90 tysięcy rubli. Ponadto bydło właściciela żywiono odpadami produkcyjnymi (braga), a nadwyżki sprzedawano. Szybka wyprzedaż produktów i nieustanny na nie popyt, dość dobre zyski i wystarczająca ilość surowców doprowadziły do powstania podobnych zakładów w rękach Niemców oraz w kilku innych regionach województwa.

To właśnie z kolonistami niemieckimi wiązały się początki browarnictwa przemysłowego na Wołyniu, gdzie później czescy koloniści zdobyli mistrzostwo. Jeśli chodzi o jakość piwa produkowanego w prymitywnych browarach, jak zauważył LV Jarotsky, było ono „słabej jakości, ale zaakceptowane przez Wołyńskich Niemców i Czechów; od nich zaczęło być używane wśród miejscowych Małorusów. postęp wraz z rozwojem dobrobytu kolonistów ”. On miał rację. Rozwijało się piwowarstwo na Wołyniu, a Niemcy brali w tym znaczący udział. W 1884 r. mieszczanin G. Kellner otworzył w miejscowości Kulczyna w powiecie starokonstantynowskim browar, w którym produkowano bawarskie piwo „back-beer”. Zatrudniała 20 robotników, produkowała 44 tys. wiader rocznie, przy rocznym dochodzie 28 tys. rubli. W 1903 r. we wsi otwarto dość duży browar „Wołyński” mieszczanin Albrecht. Kroshnya koło Żytomierza. Zatrudniała 56 pracowników, moc sprzętu wynosiła 12 koni mechanicznych. Czeskie piwo warzono tu w ilości 146 tys. wiader rocznie, co dawało 115 tys. rubli dochodu [6,588]. Tak duże wolumeny produkcji wynikały z dobrej jakości produktu i stałego popytu na niego w prowincjonalnym ośrodku. Nieco mniejszy browar miał we wsi A. Weber Wysoke z Żytomierza, połączone (wraz z Schiltzem) – w mieście Horoszki tego samego powiatu iw innych częściach Wołynia. Niektóre niemieckie browary działały na terenach wiejskich do początku I wojny światowej, produkując więcej piwa niż w Austrii czy Niemczech, ze względu na zapotrzebowanie i zwyczaje miejscowej ludności.

Najszerzej reprezentowany był jednak udział Niemców wołyńskich w przemyśle młynarskim. Pochodzą z pierwszej połowy XIX wieku. zajmuje się budową młynów wodnych i wiatrowych na Wołyniu. Później Niemcy nie tylko budowali młyny, ale także stali się właścicielami, dzierżawili i pracowali w wielu młynach na terenie województwa. Na przykład właściciele ziemscy Arndta w powiecie żytomierskim, we wsi Borsuki powiatu krzemienieckiego, właścicielem młyna wodnego był L. Szrag, we wsi Kozin – W. Rau. Młyny parowe, które charakteryzowały się wysoką produktywnością, posiadały L. Lipke w powiecie Boldin obwodu Równe, G. Gaak w płk. Kremyanka powiatu żytomierskiego i wiele innych. W wiosce. Perespa powiatu łuckiego była szczególnie dużym młynem parowym należącym do pruskiego Towarzystwa Narodowego „Ton i Freimark”. Zbudowany w 1874 r. miał 6 kramów, z których trzy były z kaszy. W ciągu dnia zbierano tu 60 ćwiartek produktów. Wołyńczycy często korzystali z usług młynarzy niemieckich, zauważając wysoką jakość mąki mielonej w ich młynach. Społeczności chłopskie okolicznych mieszkańców często zatrudniały Niemców do budowy młynów we wsiach lub oferowały im pracę i natychmiastowe osiedlanie się z rodzinami. Dlatego nie dziwiło, że w wielu ukraińskich wsiach na Wołyniu na początku XX wieku. można było spotkać tylko jedną rodzinę niemiecką, której głowa była właścicielem młyna lub pracowała jako młynarz.

Sporadycznie niemieccy przedsiębiorcy spotykali się w innych gałęziach przemysłu wołyńskiego, w szczególności w przetwórstwie minerałów i produktów zwierzęcych, w produkcji żywicy, materiałów dachowych, cukru i innych.

Oczywiście niewielu kolonistów mogło otworzyć własną produkcję. Zdecydowana większość z nich zatrudnionych w przemyśle pracowała jako zwykli robotnicy. Wielu kolonistów musiało przejść do firm z powodu wygaśnięcia dzierżawy. Z jednej strony byli jeszcze rolnikami, az drugiej – już robotnikami. Oznacza to, że część kolonistów niemieckich pod wpływem powyższego powodu była rodzajem formy przejściowej od kolonistów-rolników do kolonistów-robotników. Ale wciąż sięgali do ziemi. Dlatego w niektórych fabrykach i zakładach rodziny byłych kolonistów otrzymywały nie tylko dom, ale także podwórko i ogród do prowadzenia małej zagrody: trzymaj krowę, świnię, gęsi, kury itp. Roczny budżet takich rodzina 5 osób z trzema pracownikami wynosiła 300 rubli.

Były to niskie płace, biorąc pod uwagę, że praca w przedsiębiorstwach przemysłowych była bardzo ciężką, „ciężką pracą”, jak zauważają współcześni. Warunki życia też nie były lepsze.

Źródła podają, że w przedsiębiorstwach przemysłowych zlokalizowanych na terenach wiejskich Niemcy zajmowali się niekiedy pracą administracyjną, pełniąc rolę kontrolerów, posłańców, księgowych, ekonomistów, urzędników, urzędników itp. Ponadto często zajmowali tu stanowiska wymagające pewnej wiedzy technicznej: rzemieślnicy , maszyniści, nastawierze, mechanicy, choć musieli pracować w małych wiejskich fabrykach i zakładach jako robotnicy, strażacy, strażnicy, a nawet robotnicy.

Na koniec należy zauważyć, że w latach przedwojennych wśród wołyńskich Niemców zaczął rozprzestrzeniać się ruch spółdzielczy. Uderzającym przykładem tego zjawiska było powstanie hrabiego społeczeństwa konsumpcyjnego. Stara Buda dzielnicy Nowograd-Wołyń. Wywołało to niezadowolenie ze strony władz. Sam gubernator generalny, otrzymawszy projekt statutu towarzystwa, napisał w memorandum do władz wyższych: „… jego założyciele są wyłącznie narodowości niemieckiej i, jeśli zostaną zatwierdzone, będą dążyć wyłącznie do celów narodowych prowadzących do waśni narodowych i izolacja”. Było to otwarcie antyniemieckie stanowisko, uprzedzające przejawy spółdzielczości wśród kolonistów. Widział cele polityczne, chociaż statut firmy nie mówił ani słowa o polityce, a jego głównym celem było zaspokojenie interesów konsumenckich jej członków. Mimo stanowiska generalnego gubernatora statut firmy został zatwierdzony 30 kwietnia 1911 r. przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i rozpoczął swoją działalność, którą przerwała II wojna światowa.

Tak więc niemieccy koloniści na Wołyniu w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku. w pewnym stopniu wpłynęły na rozwój niektórych gałęzi lokalnego przemysłu. Szczególnie aktywny był ich udział w przemyśle drzewnym i drzewnym, sukienniczym, browarniczym i młynarskim. W wielu przedsiębiorstwach wołyńskich Niemcy pracowali jako robotnicy i zajmowali znaczące miejsce wśród personelu technicznego i administracyjnego. W przededniu I wojny światowej wśród kolonistów zaczął powstawać ruch spółdzielczy.

literatura

  • Cały region południowo-zachodni. – K., 1906.
  • Zabelin A. Przegląd wojskowo-statystyczny obwodu wołyńskiego. Rozdz. 1.-K., 1887.
  • Archiwum Państwowe Obwodu Żytomierskiego, b. ks. 58, op. 1, sygn. 1050, s. 109, 358-368.
  • O niemieckich osadnikach guberni wołyńskiej. – СПб., Б.г. – str. 6.
  • Praxentaler B. Niemcy na Wołyniu // Żytomierz w historii Wołynia i Ukrainy. Streszczenia ogólnoukraińskiej konferencji naukowej i lokalnej. – Żytomierz, 1994. – P. 104.
  • Lista fabryk i zakładów w Rosji. 1910 – M., 1912.
  • Przemysł fabryczny i fabryczny na terenie Kolei Południowo-Zachodnich. Wydanie. III.-K., 1895.
  • Centralne Państwowe Archiwum Historyczne Ukrainy w Kijowie (zwane dalej CDIAU), f. in. 442, op. 34, sygn. 1430
  • CDIAU, fa. 442, op. 618, sygn. 47.
  • CDIAU, fa. 442, op. 639, sygn. 220.
  • CDIAU, fa. 442, op. 790 a, sygn. 166.
  • CDIAU, fa. 442, op. 848, sygn. 492.
  • CDIAU, fa. 575, op. 1, sygn. 4.
  • CDIAU, fa. 575, op. 1, sygn. 1050
  • Яроцкий Л.В. Przemysł i życie fabryczne w obwodzie wołyńskim // w książce. Księga pamiątkowa obwodu wołyńskiego na rok 1897. – Żytomierz, 1896 r.
  • Cichocka-Petrazycka Z. Żywioł Niemeski na Wołyniu. – Warszawa, 1933.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.