Pojawienie się na arenie politycznej Fałszywego Dymitra I, który pretendował do tronu Moskwy, okazało się być może najbardziej oburzającym przejawem polskiej intrygi dyplomatycznej. Po osadzeniu na tym tronie ściętego mnicha Grigorija Otrepiewa, który udawał syna cara rosyjskiego, Rzeczpospolita Obojga Narodów liczyła na zagarnięcie na zawsze nie tylko rosyjskiej korony, ale i pełnego potencjału tej bezkresnej ziemi. A intryga prawie się powiodła: Fałszywemu Dmitrijowi udało się przedrzeć na tron i został ogłoszony carem Moskwy

Skoro w rozwój tej przygody zaangażowani byli urzędnicy i senatorowie, a także sam król Polski, to czy Kozacy mogli być poza nią? Oczywiście nie. Polacy mocno polegali na armii kozackiej. Król powołał nawet specjalnego p.o. hetmana ukraińskiego do dowodzenia wojskami ukraińskimi. Został nim Iwan Zarutski, pułkownik Siewierska, czyli dowódca pułku nowogrodsko-siwerskiego.

Wybór padł na niego nie przez przypadek. W końcu to tutaj, w rejonie Czernihowa, na ziemi północnej, rozpoczął się pierwszy etap tej międzynarodowej przygody. Moskwa szybko zdała sobie sprawę, że pojawienie się Fałszywego Dymitra może znacznie zdestabilizować sytuację w kraju, a jego intronizacja może zakończyć się utratą niepodległości Rosji. Dlatego car Borys Godunow, dla którego od dawna nie było tajemnicą, kim naprawdę jest Dmitrij Fałszywy i że mieszkając w domu wojewody sandomierskiego Jurija Mniszka, Otrepiew nie tylko znalazł się w sieci ojca swojej przyszłej żony – Polki Marii Mniszka – ale też zakładnik polskiej polityki imperialnej, natychmiast wyposażył wojska, by powstrzymać natarcie pułków pretendenta do tronu.

Główne wydarzenia tamtego czasu miały miejsce na terenie rosyjskiego miasta Sewsk, do którego przybyło ponad 12 000 żołnierzy ukraińskich i od razu wstąpiło do wojska polskiego. Ale przed rozpoczęciem tej bitwy wojska oszusta musiały szturmować Nowogród Siwierski, który był w rękach Rosjan. Rosjanie rozbili obóz za murami miasta, przykrytymi rowami fosowymi. Polacy i Ukraińcy rozłożyli się także w pobliżu miasta, nad brzegiem Jeziora Słonego.

Przez jakiś czas żadna ze stron nie odważyła się szturmować, więc ograniczyli się do potyczek. Ale pewnej nocy hetman Zarutsky poprowadził swoją piechotę do rosyjskiego obozu i potajemnie ukrył ją w rowach, pobliskich wąwozach i lasach. Polacy wiedzieli o tej przebiegłości Kozaków i zaatakowali Rosjan w innym mieście, odwracając główne siły wroga i uwagę jego dowództwa. To właśnie wykorzystali Ukraińcy. Wyskakując z zasadzki zaatakowali Rosjan tak nagle i z pełną siłą, że nie zdążyli nawet zorganizować się na ślad oporu…

Po zaciętej walce Rosjanie zostali zmuszeni do opuszczenia obozu, a część z nich wycofała się wzdłuż brzegów Desny, a następnie w pobliżu miejscowości Gremyach przeprawiła się przez rzekę i tylko dzięki temu uciekła. Druga część szturmowała miasto, zamykała bramy i próbowała bronić się za murami twierdzy. Ale Polacy natychmiast rozpoczęli oblężenie miasta. I tu poglądy na sytuację bardzo się różniły. Polacy byli zdecydowani natychmiast zaatakować Nowogród Siwierski i wymordować wszystkich Rosjan, którzy się tam osiedlili. Hetman Zarutsky pamiętał jednak, że miasto było ukraińskie. A jeśli Polacy się do niego włamią, ucierpi spora część ludności.

Po rozbiciu obozu w pobliżu klasztoru Przemienienia Pańskiego hetman postanowił rozpocząć negocjacje z burmistrzem Bieriezowskim. Miał nadzieję, że poradzi sobie bez krwi. Posłowie hetmana zgromadzili w mieście urzędników i zwrócili się do nich z propozycją ogłoszenia wszystkich Rosjan jeńcami i otwarcia bramy. Sądząc po tym, że Kozacy oferowali podobną opcję, Rosjan było niewielu, sami obywatele mogli sobie z nimi poradzić. Przynajmniej niewielki garnizon miasta i milicje mogłyby z łatwością pomóc Kozakom w wejściu do miasta, zdobywając część muru.

Mieszczanie uznali jednak, że lepiej by było wypuścić Rosjan nocą przez bramę prowadzącą do Desny i przeprawić się na przeciwległy brzeg. Wydawało im się, że pozbywając się pokojowo nieproszonych rosyjskich gości, pozbędą się w ten sam sposób innych polskich gości.

Ale Polacy nie wiedzieli o ucieczce Moskali. Szturmowali na jedną z bram, szturmowali miasto i uznając, że mieszkańcy ukrywają żołnierzy, poszli przeczesywać ulicę po ulicy. Kiedy byli przekonani, że mieszczanie potajemnie wypuścili swoich wrogów, rozpoczęła się masakra.

Mord na nich (mieszkańcy – BS) popełniono powszechnie, – o tej tragedii mówi się w „Historii Rosji”, – bez względu na płeć czy wiek zabijali wszystkich bez litości… Gwałcono kobiety i dziewczęta, a Niemowlęta, które pełzały po ulicach w pobliżu zamordowanych matek, sprowadzano na włócznie, a resztę chwytano za nogi i rozbijano głowami o ściany.”

Opis, jak widzimy, jest okropny. Jednak takie masakry ludności cywilnej w tym czasie były na porządku dziennym. Specyfiką sytuacji było to, że mieszczanie byli sojusznikami Polaków. A niedaleko miasta stał obóz wojsk ukraińskich.

Przypuszczam, że hetman Zarutsky i jego oficerowie po prostu nie wiedzieli, co się dzieje w mieście, ponieważ ich wojska nie zostały uwzględnione. A kiedy się dowiedzieli, było już za późno na interwencję. Mimo to Kozacy postanowili zemścić się na Polakach. Gdy kilka dni później na terenie Moskwy rozpoczęła się bitwa w pobliżu miasta Kroma, Ukraińcy demonstracyjnie zatrzymali się w swoim ufortyfikowanym obozie, obawiając się tylko, że Moskali nie zaatakują go. A oficerowie rosyjscy, zdając sobie sprawę z istoty swojej taktyki, również skupili wszystkie swoje wysiłki na pokonaniu nacierających Polaków.

Nie mogło to jednak trwać tak długo. Wyczuwając, że bitwa została przegrana, Polacy rzucili się do hetmana Zarutskiego: „Ocalcie, jeśli nie polską armię, to przynajmniej Fałszywego Dmitrija!” A potem Ukraińcy wypędzili Polaków i osłaniając resztki wojsk oszusta i jego orszaku, zaczęli wycofywać się w kierunku Rylska, a później Putivla. Kronikarze przenieśli ten fakt do naszych czasów. W krytycznym momencie bitwy wojska rosyjskie pod dowództwem Fiodora Mścisławskiego i Wasyla Szujskiego skoncentrowały swój cios na piechocie ukraińskiej, którą pozostawił hetman. Zdając sobie sprawę, że teraz wszystko od nich zależało, piechota zebrała się na wzgórzu, na którym znajdowała się artyleria kozacka, ogniem armat i karabinów, i raz po raz zamieniając się w walkę wręcz, powstrzymywała Rosjan, aż wszyscy zginęli w bitwie . Dopiero odwaga i poświęcenie tego ukraińskiego pułku piechoty pozwoliły hetmanowi Zarutskiemu i jego kozakom i sztabowi fałszywego Dymitra wycofać się do Putiwla, a stamtąd, czekając na posiłki, ponownie przystąpić do ofensywy. Po raz kolejny Polacy swój sukces, zwłaszcza w pierwszych tygodniach kampanii, zawdzięczali odwadze i militarnemu talentowi hetmana Iwana Zarutskiego i jego Kozaków.

Oczywiście może pojawić się pytanie: czy warto było, aby ukraińskie Kozacy, a zwłaszcza hetman Zarutsky, pomagali Polakom w zdobyciu tronu moskiewskiego? Możemy o tym myśleć inaczej. Nie należy jednak zapominać, że Kozacy ukraińscy służyli w tym czasie pod flagami polskiego króla. A sama Ukraina była częścią Cesarstwa Polskiego. Dlatego każdy hetman, który z rozkazu króla odmówił dowodzenia wojskiem, musiał wypowiedzieć tej królowej wojnę. Niektórzy hetmani, jak już widzieliśmy, tak postępowali. Ale dopiero wtedy, gdy poczuli, że są w stanie przeciwstawić się Polsce i że naród ukraiński jest gotowy ich poprzeć. Jeśli nie uwzględnili tych przesłanek, zachowywali się jak samobójstwa, doprowadzając naród ukraiński do straszliwej tragedii, w której zginęło kilkadziesiąt tysięcy wyselekcjonowanych ukraińskich żołnierzy.

Ponadto nie powinniśmy zapominać, że w tamtych czasach w wyobraźni Kozaków Moskali w większości stali się tymi samymi przyjaciółmi-wrogami (wszystko zależało od sytuacji politycznej między Moskwą a Ukrainą i Polską), jak Polacy, Tatarzy, Turcy lub Mołdawianie.

Nazwisko Iwana Zarutskiego znika z pism kronikarzy w czasie, gdy Polacy zaczęli zbliżać się do Moskwy, trudno więc powiedzieć, co się stało z tym działającym hetmanem Ukrainy. Jednak był, walczył i dlatego należy do naszej historii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.