Zrozumienie każdego zdarzenia zaczyna się dopiero po tym, jak już miało miejsce, a przynajmniej zbliża się do końca. Dlatego prawdopodobnie nie jest przypadkiem, że pod koniec każdego stulecia podejmowane są próby podsumowania jego głównych wyników. Co nowego – dobre czy złe przyniosło nam XX wiek, jak wpłynęło na życie i poglądy ludzi?

Triumfy i tragedie XX wieku. Nigdy wcześniej ludzkość nie osiągnęła takich szczytów swojego technicznego i intelektualnego rozwoju, jak osiągnęła w naszym stuleciu. Na samym początku naukowcom udało się przeniknąć świat atomu i od tego czasu kontynuują eksplorację nieznanego ludziom z innych stuleci mikroświata, dokonując coraz to nowych odkryć.

W tym samym stuleciu człowiek po raz pierwszy opuścił swoją kołyskę – Ziemię i pozostawił swój ślad na powierzchni Księżyca. Ludzkość zaczęła aktywnie opanowywać przestrzeń powietrzną i podwodny świat. Zatopił się głęboko we wnętrzu Ziemi – i prawie wszystkie zasoby naturalne zgromadzone na Ziemi przez przyrodę przez miliony i miliardy lat stały się dla niego dostępne. „Białe plamy” na powierzchni ziemi zniknęły i prawie nie ma już miejsca, w którym stopa człowieka by nie nadepnęła lub gdzie jego wzrok mógłby przeniknąć z kosmosu.

To właśnie w XX wieku pojawiły się takie dyscypliny naukowe, jak teoria względności, mechanika kwantowa, fizyka jądrowa, cybernetyka, chemia polimerów, informatyka i biologia molekularna, które określają oblicze współczesnej nauki.

Uzbrojenie energetyczne i potęga ludzkości wzrosły nieporównywalnie. Niezawodnie zaprzęgał elektryczność do rydwanu swojej historii, co na początku stulecia wydawało się niemal cudem. Rozpoczął się rozwój energetyki jądrowej i słonecznej. Po raz pierwszy powstały komputery, które otworzyły nową erę robotów i informatyki.

Prawdziwa rewolucja dokonała się w środkach komunikacji i komunikacji między ludźmi. Dzięki wykorzystaniu radia, telewizji i telefonu prędkość przekazu informacji wzrosła setki, a nawet tysiące razy – ludzie mogą usłyszeć i zobaczyć niemal wszystko, co dzieje się w różnych częściach świata. Autostrady i linie kolejowe pokryły kontynenty grubą siecią, a samoloty pasażerskie, które również zaczęły być używane dopiero w XX wieku, sprawiły, że komunikacja międzykontynentalna była szybka i wygodna.

To właśnie w naszym stuleciu, dzięki osiągnięciom chemii, ludzie nauczyli się tworzyć i szeroko wykorzystywać nowe sztuczne substancje i materiały, które nie istniały w przyrodzie. Postępy w biologii nie tylko odsłoniły tajemnice życia, ale także pomogły ludziom skonstruować mechanizmy, które strukturą i funkcją przypominają żywe narządy. Za cud naszych czasów można też uznać wnikanie w mechanizm dziedziczności i struktury mózgu. Na tej podstawie mamy również uderzające postępy w genetyce i medycynie.

Sukcesy nauki historycznej pozwoliły nam poszerzyć wiedzę o przeszłości ludzkości, wydobyć z zapomnienia cele cywilizacji. Przypomnijmy chociażby archeologiczne odkrycia Edwarda Evansa i Heinricha Schliemanna, którzy zapoznali ludność XX wieku z kulturą kreteńsko-mykeńską.

Wraz z ich imionami na tablicach ludzkiej pamięci na zawsze wypisane są złotymi literami imiona tak wybitnych ludzi XX wieku jak Albert Einstein, Norbert Wiener, Władimir Iwanowicz Wernadski, Jurij Gagarin i wielu innych. A to też dowód na to, że wiek XX wniósł ogromny wkład w osiągnięcia uniwersalne, w tym w rozwój nauki i techniki (nieprzypadkowo nazywany jest wiekiem rewolucji naukowo-technicznej).

Ale XX wiek jest bogaty nie tylko w osiągnięcia i triumfy. Setki gatunków roślin i zwierząt, które zniknęły bez śladu, miliony gorszych ludzi urodzonych w każdym pokoleniu, wysychające morza i zanieczyszczone rzeki, dziury ozonowe i kwaśne deszcze – to wszystko jest też niestety swoistym „osiągnięciem” naszego stulecie.

W dwudziestym wieku śmierć milionów ludzi stała się niemal na porządku dziennym. Jeśli w ciągu ostatnich stu lat zginęło mniej niż 6 milionów ludzi, to tylko w pierwszej połowie XX wieku wojny światowe zabiły 65 milionów ludzi, nie wspominając o dziesiątkach milionów kalek i kalek na całe życie. 11 milionów ludzi zostało zamordowanych w obozach koncentracyjnych tylko podczas ostatniej wojny światowej. A ilu ludzi, którzy ponieśli ciężar wojny, zmarło przedwcześnie lub straciło zdrowie!

Jednak w XX wieku ludzie ginęli nie tylko na polu bitwy. Jeśli w czasie wojny miliony ludzi stały się tylko „mięsem armatnim”, to w tak zwanym czasie pokoju stali się prostym instrumentem woli „przywódców”, „wielkich wodzów” czy „Fuhrerów”, którzy pod przykrywką „ interesy ludzi”, naród lub klasa, przeprowadzały swoje mizantropijne eksperymenty w różnych krajach. Wspomnijmy faszyzm w Niemczech i Włoszech, stalinowską dyktaturę w Związku Radzieckim, „rewolucję kulturalną” Mao Zedonga w Chinach, reżim Pol Pota w Kampuczy i juntę Pinocheta w Chile.

W tych totalitarnych reżimach zdecydowanej większości ludzi powierzono rolę „trybów” machiny państwowej, odmówiono człowiekowi prawa do własnej indywidualności, wolności nie tylko działania, ale także słowa i myśli. Najmniejszy protest, próba jakoś ochrony ich praw i interesów, był prześladowany i karany. Cały system organów represyjnych miał na celu zaszczepienie lęku w duszach ludzkich, wzbudzenie wzajemnej podejrzliwości i nieufności między ludźmi, degradację ludzkiej godności.

Teraz wiemy, ile warte było życie ludzkie w kraju, o którym do niedawna śpiewano: „Nie znam innego kraju, w którym ludzie żyją tak swobodnie”. Tu od czasu rewolucji miliony ludzi padły ofiarą „białego” i „czerwonego” terroru, ginęły w stalinowskich gułagach jako „wrogowie ludu”, wymarły całymi rodzinami, jak to było np. na Ukrainie podczas brutalnego głodu. Za garść zebranych kłosów, za pięć minut spóźnienia do pracy, za nieostrożne słowo, za odmowę zgłoszenia się sąsiadowi, często można było trafić do więzienia nawet bez procesu i śledztwa. Był postrzegany jedynie jako środek realizacji planów państwowych, narzędzie budowania „jasnej przyszłości”.

Oczywiście w tych warunkach człowiek był całkowicie pozbawiony ochrony, jego życie i życie jego bliskich zależało całkowicie od wrogich człowiekowi i pozostających poza jego kontrolą instytucji i sił społecznych. To zrodziło poczucie beznadziejności, niepewności, strachu, było podstawą do powstania różnych mitów i tworzenia w ludzkiej wyobraźni różnego rodzaju idoli.

Nie była całkowicie wolną osobą w kapitalistycznych krajach Zachodu. A tutaj często była narażona na bezwzględne prawa rynku, kryzysy gospodarcze i bezrobocie, ścisłą kontrolę państwa, zagrożenie ze strony struktur mafijnych i innych organizacji przestępczych. Pod tym względem mężczyzna czuł się jak zabawka w rękach nieustępliwych i wrogich sił. Według zachodnich socjologów w XX wieku człowiek przestał być wolny, przestał należeć nie tylko do produkcji, ale także do życia codziennego, gdzie jego działania, gusta, myśli były dyktowane przez reklamę, kulturę masową i media. Alienacja człowieka od środków produkcji, od władzy politycznej została uzupełniona w XX wieku przez alienację człowieka od człowieka.

Jeszcze bardziej tragiczny był i pozostaje los ludzi w krajach rozwijających się, gdzie miliony ludzi, ze względu na zacofanie gospodarcze tych krajów, pozbawione są możliwości zaspokojenia nawet podstawowych potrzeb.

W ten sposób nasz XX wiek wydaje się nam dzisiaj tak rozczarowujący i bardzo sprzeczny. I oczywiście zmiany i wydarzenia, które w nim zaszły, nie mogły nie wpłynąć na poglądy i opinie ludzi.

Nadzieje i rozczarowania. Wiek XX rozpoczął się, jak wiemy, wielkimi nadziejami i oczekiwaniami, a czasem wiarą, że położy kres wszelkiej ludzkiej niesprawiedliwości i cierpieniu, znikną choroby i głód, dominacja jednych nad drugimi, koniec krwawych wojen i ludzkości będą żyć razem w rodzinie, w której wszyscy ludzie będą równi i wszyscy będą wolni i szczęśliwi.

Dziś możemy chyba powiedzieć, że część z tych nadziei się spełniła. W wielu krajach ludzie naprawdę zaczęli żyć lepiej, osiągając gwarantowane demokratyczne prawa i wolności. Domini i kolonie zniknęły z politycznej mapy świata. Współpraca między różnymi narodami znacznie się rozwinęła, aw wielu przypadkach stosunki między nimi stały się bardziej cywilizowane.

Jednocześnie nasze stulecie można nazwać stuleciem wielkich rozczarowań. To rozczarowanie przede wszystkim ideą postępu, zdolnością ludzi do świadomego kreowania swojej historii, podporządkowania jej interesom samego człowieka.

W XX wieku miliony ludzi na całym świecie wierzyły w możliwość urzeczywistnienia idei socjalistycznych, których realizacja doprowadziłaby do powstania społeczeństwa bardziej ludzkiego i sprawiedliwego niż kapitalistyczne. W związku z tym duże nadzieje wiązano z budową socjalizmu w ZSRR. Ten nieudany eksperyment społeczny podkopał wiarę wielu ludzi w możliwość postępowych zmian społecznych w ogóle, jak miało to miejsce na przykład podczas „Wielkiego Kryzysu” lat 30. w Stanach Zjednoczonych. Uczeni wciąż debatują, czy same idee socjalizmu okazały się nie do utrzymania, czy też niepoprawne, ale jedno jest jasne: żaden cel, nawet najlepszy, nie może usprawiedliwiać środków przestępczych. Przemoc, rozlew krwi i okrucieństwo nie mogą uszczęśliwić ludzi.

Wielkie nadzieje w naszym stuleciu wiązano także z postępem naukowo-technicznym, z możliwościami, jakie stwarzał w rozwoju sił wytwórczych ludzkości i podboju natury.

Jednak, jak się okazało, postęp naukowo-techniczny nie tylko przyniósł ludzkości dobrodziejstwa cywilizacji technicznej i umożliwił podbój wielu elementów przyrody, ale także stworzył wiele nowych, nieznanych dotąd problemów, doprowadził do realnej możliwości samozniszczenia. ludzkości, zagrażając jej istnieniu.

Zmiany, jakie zaszły w XX wieku w życiu ludzkości, znalazły odzwierciedlenie w filozofii. Przedstawiciele różnych szkół i nurtów filozoficznych starali się te zmiany zrozumieć, poznać ich przyczyny, wypracować do nich pewien stosunek. W efekcie powstały nowe formy postrzegania świata i rozumienia samego człowieka.

Już społeczne kataklizmy (wojny, rewolucje, kryzysy gospodarcze), które miały miejsce w pierwszej ćwierci naszego stulecia, zmusiły wielu ludzi do porzucenia naiwnego przekonania, że żyją w świecie, w którym „wszystko jest coraz lepsze”. Filozoficznym wyrazem tego było odrzucenie idei postępu społecznego. Upowszechniły się poglądy przedstawicieli tzw. filozofii historii, takich jak O. Spengler, według których historia ludzkości to istnienie wielu niezależnych i zamkniętych „cywilizacji lokalnych”. Istnienie cywilizacji jest zbliżone do cyklu życiowego organizmu i obejmuje takie etapy jak dzieciństwo, dojrzewanie, dojrzałość i starość. To właśnie „starcze szaleństwo” i bezsilność tłumaczyły przedstawicielom tego nurtu niezdolność „cywilizacji zachodniej” do przezwyciężenia kryzysu w życiu publicznym i znalezienia rozsądnego rozwiązania istniejących sprzeczności.

Były jednak inne próby wyjaśnienia „głupoty” historii ludzkości. Jedną z najczęstszych wśród nich była idea głupoty i niedoskonałości samego człowieka. Człowiek ma być z natury złym i agresywnym stworzeniem. Dlatego wojny, rewolucje, zbrodnie należy uznać za całkiem naturalne przejawy ludzkiej agresji.

W pewnym stopniu ci myśliciele społeczni wyszli ze zrozumienia niedoskonałości ludzkich poglądów, uznając za konieczne ustanowienie ścisłej kontroli nad ludzkimi działaniami przez społeczeństwo i jego instytucje, ograniczenie wolności i podporządkowanie tych działań interesom społeczeństwa.

Idee te rozwinęły się zarówno na Zachodzie, jak np. w koncepcji „racjonalnej biurokracji” Maxa Webera czy w teorii „funkcjonalizmu strukturalnego” R. Mertona i T. Parsona, gdzie człowiekowi przypisano jedynie rolę wykonawcy pewne funkcje społeczne, a w krajach totalitarnych wręcz „rozpuszczały się” w pewnych zbiorowościach społecznych (ludzie, narody, klasy partyjne itp.), którym musiała być całkowicie podporządkowana. Wreszcie niektórzy przedstawiciele strukturalizmu generalnie głosili w XX wieku „teoretyczną śmierć” człowieka, ponieważ przedmiotem badań, ich zdaniem, nie powinny być jednostki ludzkie, a jedynie struktury społeczne, które w pełni definiują człowieka. Łatwo zauważyć, że taki pogląd na człowieka służył do pewnego stopnia jako teoretyczne uzasadnienie dewaluacji człowieka i życia ludzkiego, jego całkowitego podporządkowania państwu i społeczeństwu.

Upadek społecznych i technokratycznych złudzeń doprowadził do frustracji w ludzkim umyśle i wiedzy, na podstawie których ludzkość marzyła o świadomej przebudowie świata i samego społeczeństwa. Niewiara we wszechmoc ludzkiego umysłu zrodziła także te zbrodnie i absurdy (wojny światowe i lokalne, wyścigi zbrojeń itp.), które miały i nadal mają miejsce przeciwko ludziom i ludzkości. Nic więc dziwnego, że wielu filozofów naszego stulecia nie łączyło istoty człowieka z jego inteligencją, lecz szukało tej esencji „po drugiej stronie umysłu” – w podświadomych instynktach i uczuciach.

Na początku tego stulecia wybitny austriacki psychiatra Zygmunt Freud, opierając się na swojej praktyce lekarskiej, doszedł do wniosku, że decydującą rolę w ludzkim działaniu i życiu człowieka ma nie umysł i świadomość, ale podświadomość, czyli pewne wrodzone instynkty, które mogą się przejawiać. w ludzkich działaniach, nawet nie zdając sobie sprawy lub niezrozumienia.

Freud uważał, że ludzka świadomość jest tylko jeźdźcem próbującym pokierować biegiem konia – podświadomością, choć nie zawsze mu się to udawało.

Według Freuda najpotężniejszymi siłami, które działają na człowieka poza jego świadomością i determinują nie tylko działania jednostek, ale także całą ludzką historię i rozwój różnych sfer kultury, są instynkty śmierci i miłości lub życia (Thanatos i Eros ).

Można postrzegać i oceniać idee filozoficzne Freuda i jego rozumienie natury ludzkiej na różne sposoby, ale nie można zaprzeczyć, że jego idee miały wielkie znaczenie w naszym stuleciu, nie tylko w samej filozofii, gdzie idee te zostały rozwinięte przez tak znanych myślicieli, jak: powiedzmy Karen Horney i Erich Fromm, ale także w fikcji i sztuce. Wreszcie, dobrze znaną zasługą Freuda było stworzenie przez niego metody psychoanalizy, która była z powodzeniem stosowana przez psychiatrów na całym świecie.

Przedstawiciele takiego nurtu filozoficznego jak „filozofia życia” (Dilthey, Simmel, Bergson, Klases, Schweizer itp.) również zajęli stanowisko irracjonalizmu. Opierając się na tym, że w otaczającym świecie nie ma sensu szukać jakichś praw, których znajomość uczyłaby człowieka prawidłowego życia, starali się znaleźć w samym życiu podstawy do egzystencji człowieka. I na takich podstawach uważali również niekontrolowaną świadomość „wolę życia”, „wolę władzy”, „dążenie do ideałów” i inne przejawy ludzkiej psychiki.

Doktryna egzystencjalizmu (z franc. egzystencja, czyli egzystencja) upowszechniła się, zwłaszcza w latach 20. i po II wojnie światowej. Jego najsłynniejszymi przedstawicielami byli Jaspers, Marcel, Heidegger, a także Sartre i Camus. W szczególności uważali, że istotę człowieka można zrozumieć nie poprzez naukowe metody poznania, ale tylko poprzez pewne „oświecenie”, które zachodzi w tzw. sytuacjach granicznych, gdzie człowiek znajduje się między życiem a śmiercią. To właśnie w takich sytuacjach człowiek musi podjąć ważną decyzję i dokonać wyboru, którego nie można określić za pomocą ogólnie przyjętych norm, a manifestują się najważniejsze ludzkie cechy, które składają się na jego istotę.

Według egzystencjalistów człowiek zmuszony jest żyć we wrogim sobie świecie, w którym rządzą nim siły pozostające poza jego kontrolą. Ale nawet wiedząc z góry, że te siły są niezwyciężone i nadal zostaną pokonane, człowiek musi odważnie stawić czoła niebezpieczeństwu i walczyć do ostatniej minuty życia z tymi wrogimi siłami, dążąc do urzeczywistnienia swojego wewnętrznego „ja”.

Problemy człowieka, jego wartości i egzystencji są gruntownie i, co najważniejsze, z humanistycznego punktu widzenia rozpatrywane także w takich dziedzinach filozofii XX wieku jak antropologia filozoficzna, personalizm, marksizm, fenomenologia i inne. Ogólnie rzecz biorąc, możemy stwierdzić, że problemy ludzkie stały się w rzeczywistości centralnym elementem całej filozofii naszego stulecia. Te same problemy były rozważane i rozwiązywane na swój sposób w literaturze i sztuce.

Losy człowieka w zwierciadle literatury i sztuki. Człowiek zawsze był przedmiotem fikcji, którą często nazywa się antropologią. Literatura XX wieku nie była wyjątkiem, jej cechami godnymi uwagi była głęboka świadomość tragedii ludzkiej egzystencji (tragedia ta była często postrzegana jako absurd i bezsens ludzkiego życia), a także poszukiwanie duchowych źródeł aktywnego, afirmującego życie stosunek człowieka do rzeczywistości.

Już na początku naszego stulecia w literaturze i sztuce istniały dwa kierunki lub dwa główne nurty w obrazie człowieka. Tradycyjnie można by je nazwać linią Prometeusza i linią Syzyfa – dwóch lub nie najpopularniejszych w XX wieku bohaterów starożytnej mitologii greckiej.

Linia Prometeusza to realistyczny obraz ludzkiego życia ze wszystkimi jego trudnościami i trudnościami, które mimo wszystko bohater stara się przezwyciężyć, aby ustanowić szczęście i przeznaczenie innych. Jak wiecie, Prometeusz został skazany na wieczne męki przez Zeusa za kradzież ognia z Olimpu dla ludzi i nauczanie ich nauk i sztuk. Ale Prometeusz rozumie, dlaczego bierze te męki (dla polepszenia się ludzi) i nie żałuje, że to zrobił. Nasza genialna Lesia Ukrainka, węgierska pisarka L. Mesterhazy i wielu innych mistrzów słowa artystycznego odtworzyło w swoich dziełach podobny heroiczny wizerunek Prometeusza. Ten obraz człowieka i ludzkiego losu jest najbardziej charakterystyczny dla kierunku realistyczno-krytycznego w literaturze i sztuce.

Kierunek przeciwny – modernizm, który reprezentował ekspresjonizm, futuryzm, surrealizm i inne nurty – najbardziej symbolizował wizerunek Syzyfa, który również został ukarany przez bogów olimpijskich za wieczne bezsensowne męki – ciągłe podnoszenie ciężkiego kamienia na wyżynę sprawy górskie.

Jeśli na początku stulecia próby podkreślenia tragedii ludzkiej egzystencji postrzegane były głównie jako przejawy dekadencji lub upadku samej sztuki, to po I wojnie światowej dość typowe stają się pesymistyczne nuty w obrazie człowieka. Świadczą o tym w szczególności prace „straconego pokolenia” (E. Hemingway, W. Faulkner, FS Fitzgerald, EM Remarque itp.), które odzwierciedlają tragiczne doświadczenie okropności wojny i głębokiego rozczarowania w tradycyjnych ideały i wartości. Te same motywy znajdują odzwierciedlenie w malarstwie, np. w akwafortach z cyklu „Wojna” O. Dixa czy w takich obrazach jak „Przeczucie wojny domowej” S. Dali.

Tragedia ludzkiego losu w warunkach rewolucyjnych przewrotów i wojny znalazła odzwierciedlenie w takich pracach jak „Cichy Don” i „Los człowieka” M. Szołochowa, „Doktor Żywago” B. Pasternaka, w poezji J. Mandelstama i A. Achmatowej.

Ukazując niezmiernie trudny i pod wieloma względami tragiczny los człowieka naszego stulecia, literatura i sztuka nie poprzestały na prostym przedstawianiu tych faktów, ale inaczej je interpretowały, ukształtowały wobec nich pewien stosunek do nich przez samego człowieka.

Tak więc słynny austriacki ekspresjonista F. Kafka w swoich utworach („Proces”, „Zamek” itp.) przekonywał, że ponieważ człowiek żyje we wrogim świecie, jest w ślepym zaułku i nie ma szans na urzeczywistnienie osobowości i nawiązać harmonijne relacje z otoczeniem.

Przedstawiciele surrealizmu (surrealizmu) G. Appoliner, A. Breton, P. Eluard widzieli wyjście w tworzeniu nowej rzeczywistości poprzez sztukę, w której człowiek mógł znaleźć zbawienie od wrogiej codzienności i banału. Francuski pisarz egzystencjalny A. Camus, określając w swoich utworach absurdalność życia, a jednocześnie poczucie własnej wartości i wyjątkowość każdego człowieka („Obcy”, „Dżuma”, „Mit Syzyfa”), doszedł do rozczarowującego konkluzja, że każdy jest skazany na niezrozumienie i samotność, daremność swoich działań i porażkę.

Inne rozwiązanie kwestii pozycji człowieka we wrogim mu świecie znajdujemy w pracach artystów-realistów E. Hemingwaya, W. Faulknera, A. Saint-Exupery’ego, B. Brechta, I. Bergmana, M. Antonovny, F. Fellini, S. Eisenstein, OP Dovzhenko, St. Cramer i inni. Wierni ukazaniu wszystkich trudności i sprzeczności ludzkiego życia, starali się też wskazać realne sposoby wyjścia z sytuacji, w jakiej znalazł się człowiek w XX wieku. Najczęściej widzieli te drogi nie w oddzieleniu, ale w bliższej komunikacji i zjednoczeniu ludzi, we wzroście ludzkiej godności i odpowiedzialności za wszystko, co dzieje się na planecie, którą Saint-Exupery nazwał „planetą ludzi”.

W swojej końcowej pracy, The Old Man and the Sea, Hemingway argumentował, że człowiek nie istnieje po to, by go pokonać, i oświadczył: „Człowieka można zniszczyć, ale nie można go pokonać”.

Ból i niepokój przenikały najlepsze dzieła pisarzy ukraińskich i rosyjskich M. Bułhakowa („Mistrz i Małgorzata”), O. Sołżenicyn („Jeden dzień Iwana Denisowicza”, „Korpus Raka” itp.), O. Honczar za los człowieka „Tronka”, „Katedra”), M. Stelmach („Krew ludzka to nie woda”), V. Shukshin („Czerwona kalina”), F. Abramov („Bracia i siostry”), Y Trifonow i inni. Los człowieka i jego pozycja zawsze były w centrum uwagi Czyngiza Ajtmatowa („Plaha”, „Stormy Halfway”), V. Vikova („Sotnikov”, „Obelisk”, „Żyj do świtu”), poetów A. Voznesensky, V. Stus, E. Meželaitis, V. Symonenko, I. Drach, Lina Kostenko, ich prace wzywają nas do tego, aby w żadnych okolicznościach człowiek pozostał osobą, aby nie utracił swojej godności, człowieczeństwa, szczerości, prawdomówność, że nie zniszczył i nie pomnożył piękna, bo tylko w odtworzeniu i zachowaniu tych uniwersalnych wartości – jedynej nadziei współczesnej ludzkości na przetrwanie i uniknięcie duchowej degradacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.