Jedną z najtragiczniejszych kart naszej historii jest bitwa pod Krutami.

Dobrze powiedziane jest: „Kto nie zna swojej przeszłości, nie jest godzien swojej przyszłości”. I to prawda, bo tak jak drzewo swymi korzeniami przywiera do ziemi, tak człowiek swoją przeszłością przywiera do ziemi. Człowiek, który nie zna przeszłości, jest jak wałek do ciasta, gdzie wieje wiatr, tam się toczy. Gdziekolwiek wieje wiatr, zostawia swoje nasiona. Ale człowiek się nie przewraca i, jak powiedział P. Zagrebelny w swojej nieśmiertelnej powieści: „Nie będziesz spać w pustym miejscu rodziny”.

Dlatego musimy znać historię. A nasza historia jest obmyta krwią i łzami. Jedną z jego najtragiczniejszych stron jest bitwa pod Krutami.

„20 stycznia 1918 r. na rozmowy Bachmach-Niżyn (koło Krut) do walki wkroczyła ostatnia rezerwa Ukraińskiej Republiki Ludowej, Chata Pomocnicza Studentów Strzelców Siczowych. 300 młodych mężczyzn pod dowództwem kpt. Omelczenki. Trzy rundy na strzał.

Kruty to stacja kolejowa między Bachmachem a Niżynem, w pobliżu której znajduje się 17 (30). 1.1918 (według niektórych badaczy – 16 (29) .1.1918) doszło do bitwy setek I Szkoły Wojskowej. B. Chmielnicki i setki Pomocniczych Studenckich Wędzarni przeciwko wojskom bolszewickim nacierającym na Kijów pod dowództwem P. Jegorowa. Pod koniec grudnia 1917 r. rząd Rosji Sowieckiej rozpoczął otwartą agresję na Ukraińską Republikę Ludową. W styczniu 1918 r. trzy grupy armii bolszewickiej pod dowództwem generalnym M. Muravyova wdarły się do Kijowa z kilku kierunków. 1.1918 na froncie ukraińsko-bolszewickim w rejon Bachmach wszedł Pomocniczy Dom Studencki, kierowany przez kpt. Omelczenkę, utworzony z ochotników Ukraińskiego Uniwersytetu Ludowego i Uniwersytetu Kijowskiego. Włodzimierza, licealiści Gimnazjum Cyryla i Metodego. 29 stycznia 1917 r. uczniowie Studenckiej Wędzarni, uczniowie Szkoły Wojskowej oraz niewielki oddział Wolnych Kozaków (w sumie ok. 300 osób) bronili linii kolejowej po obu stronach w pobliżu stacji K. (w kierunku Plisk). stacja). Rankiem 17 stycznia 1918 r. wojska bolszewickie (6000 ludzi), składające się z Piotrogrodzkiej i Moskiewskiej Czerwonej Gwardii oraz marynarzy Floty Bałtyckiej, rozpoczęły ofensywę.

Wam, gorliwi młodzieńcy,
Kto kochał Ukrainę,
Domyślam się najlepiej,
Moja jedyna nadzieja …

Kim są ci młodzi mężczyźni, 300 bezbrodnych studentów Ukraińskiego Uniwersytetu Ludowego? Dlaczego tam byli?

1918. 1 stycznia. Do Brześcia Litewskiego przybyła ukraińska delegacja pod przewodnictwem Wsiewołoda Golubowycza, w skład której wchodzili M. Lubyński, M. Połoz i O. Siewriuk. Pierwsze spotkanie konferencji z udziałem delegatów ukraińskich odbyło się 6 stycznia. Tutaj Ukraińcy stwierdzili, że warunkiem ich udziału w negocjacjach jest przystąpienie Chołma i Podlasia do Ukrainy oraz przeprowadzenie plebiscytu w Galicji Wschodniej, Bukowinie i Zakarpaciu. Warunek ten nie został jednak zaakceptowany.

Kwestia uznania Ukrainy za niepodległe państwo była przedmiotem dyskusji 10 stycznia. Trocki, który przewodniczył delegacji rządu Piotrogrodu, zapewnił na konferencji, że „nie widzi przeszkód dla udziału delegacji ukraińskiej w rozmowach pokojowych”, że „działa jako niezależna delegacja i jest uznawana przez delegację rosyjską”. W tym czasie wojska bolszewickie zdobyły już większość Lewego Brzegu i zaczęły otaczać Kijów, aw samym mieście bolszewicy szykowali powstanie przeciwko rządowi ukraińskiemu. Eksplodował 28 stycznia. Powstanie to miało utorować drogę armii rosyjskiej pod Murawiowem.

Rząd ukraiński, który wcześniej nie przykładał należytej uwagi do budowy zdyscyplinowanej siły militarnej, znalazł się w trudnej sytuacji. Co gorsza, ukrainizowane pułki znalazły się pod wpływem agitacji bolszewickiej iw tym krytycznym czasie rozpadły się lub, co jeszcze bardziej haniebnie, ogłosiły neutralność.

I tak na ratunek przybyli wolontariusze. Chociaż o jakich wolontariuszach moglibyśmy rozmawiać? Wolontariusze to ci, którzy działają w dobrej wierze. Powiedziano im: „Albo zgódź się na wolontariat, albo idź do domu i nie masz nic wspólnego ze studentami”.

I wywieziono ich zimnymi samochodami na stację Kruty.

Chłopcy wysiedli z samochodów i długo szli w srogim mrozie. W końcu zespół upadł, by stać się obozem, wykorzystać przypadkowe narzędzie i kopać w ziemię tak bezpiecznie, jak to możliwe.

Wieczorem, gdy chłopcy wylewali lepki pot na zamarzniętą ziemię, zwiad kawalerii ogłosił, że zbliża się nieprzyjacielski oddział, dziesięciokrotnie potężniejszy od naszego. Tak więc bitwa zaczęła się rano. A nasza zielona armia, która przez całą noc zamarzała w glinianych norach, zaczęła bronić swojej ojczyzny. Wiatr wiał do kości, a gołe ręce przywarły do metalu broni.

A na wschodzie niebo było czerwone. Postacie jeźdźców wyłoniły się z ciemności tej wiosny.

To byli Czerwoni Kozacy. W rzeczywistości biegali z miejsca na miejsce i nie biegli, ale wydawało się, że toczą się w ciemnych kulach po mglistej równinie z kiwającymi się refleksami słońca. I wydaje się, jakie może być zagrożenie w tych zabawkowych figurkach? I biegali i biegali, jakby sprawdzali, czy nerwy młodych mężczyzn są silne. A czyjeś nerwy nadal nie mogły tego znieść – słychać było strzały. W odpowiedzi – gruba zapora strzałów wroga.

Rozległy się strzały, lód pękał od brzegu do brzegu, a zabici młodzieńcy padali jeden po drugim w biały śnieg, który nie stał się już biały, lecz czerwony i topił się od gorącej, młodzieńczej krwi. Trwało to godzinę, może dwie. Następnie zaatakowała piechota mrówek.

Padły strzały. Ktoś krzyknął: „Śmierć moskiewskim katom!” Frontowi moskiewscy bolszewicy upadli, niektórzy upadli, niektórzy w bok, niektórzy w bok, niektórzy natychmiast porzucili broń, a niektórzy trzymali się w rękach i upadli razem z nimi. A tyły, odurzeni zapachem prochu i krwi, deptali po ziemi ciała swoich towarzyszy i biegli do przodu.

Ale nagle z szans dało się słyszeć maksymę „maksyma”. A bolszewicy wpadli w konflikt.

Jeszcze chwila – i zwycięstwo. W tym momencie ktoś rozpaczliwie krzyknął: „Zdrada! Chłopaki, pociąg odjeżdża! Brygadzista nas opuszcza!” A chłopcy, odwracając się plecami do wroga, pobiegli z całych sił, aby dogonić pociąg z oficerem.

„A Czerwoni Kozacy przelecieli nad okopami, dogonili młodych mężczyzn w czarnych płaszczach, odcięli im głowy, odcięli ręce tym, którzy poddali się łasce zwycięzców, rozpadli się na pół – od ramienia do pachwiny. „

Jednostki ukraińskie przez 5 godzin powstrzymywały ataki wroga. Wkrótce jednak, korzystając z wielokrotnej przewagi liczebnej, napastnicy zmiażdżyli obronę i zaczęli otaczać jednostki ukraińskie. Zdając sobie sprawę z beznadziejności swojej sytuacji i nie chcąc poddać się wrogowi, bojownicy Domu Studenckiego przystąpili do ataku bagnetowego i prawie wszyscy zostali zniszczeni. Do niewoli trafiło 27 uczniów i gimnazjalistów (m.in. Bożko – Bozhinsky, M. Łyzogub, O. Popowycz, W. Szulgin, P. Kołczenko, M. Hankiewicz, Tarnawskij. Sokołowski i in.). Przed egzekucją licealista Pypsky zaczął śpiewać hymn „Ukraina jeszcze nie umarła”, który podchwycili wszyscy skazani na śmierć. Po strzelaninie bolszewicy nie pozwolili miejscowym chłopom grzebać ciał zmarłych. Kilku bojowników, którym udało się uciec, rozebrało w nocy linię kolejową i jeszcze o kilka dni opóźniało ofensywę Czerwonej Gwardii. Po wyzwoleniu terytorium Ukrainy z rąk bolszewików, na rozkaz rządu ukraińskiego, 19 marca 1918 w Kijowie odbył się uroczysty pogrzeb 28 ofiar bitwy pod Krutami.

Burzliwy tłum ludzi zablokował cały obszar w pobliżu Ukraińskiej Centralnej Rady. Tutaj byli najwyżsi urzędnicy, duchowieństwo i po prostu ciekawe.

– Udać się! Udać się! – powiedział ktoś z tłumu.

Pochód prowadzili kijowscy uczniowie i licealiści, za nimi na dziewięciu wozach szło osiemnaście szaro-niebieskich płaszczy pokrytych czarnymi Chińczykami, a za nimi maszerowali Strzelcy Siczowi.

– Jak dobrze się zadowolą! wykrzyknął inny entuzjastycznie.

I prawie nikt nie patrzył na szaroniebieskie umowy. A chłopaków już nie było. Ci bezbrodni studenci, którzy oddali życie za niepodległą Ukrainę, nigdy z nami nie byli i nigdy więcej nie będą. I nikt ich nie zwróci.

W czasie nabożeństwa i przy grobie śpiewał chór studencki pod dyrekcją O. Kosyci. M. Hruszewski wygłosił przemówienie żałobne. Ofiary zostały pochowane z wojskowymi honorami na górze Askold w Kijowie.

29 stycznia 1992 r. Kijów. Cmentarz Askolda. Pierwszy dzień oficjalnej państwowości narodowej niebiesko-żółtej flagi. Ponure popołudnie. Delikatny płomień świecy. Modlitwy ku pamięci poległych odprawiają księża ZSA. Po raz pierwszy od tylu lat fizycznego i moralnego terroru!

Odpocznij, Panie, dusze tych żarliwych patriotów, którzy oddali życie za naszą niepodległą Ukrainę.

Jaka jest tragedia Krut? W 1918 r. Ukraina potrzebowała silnej armii. Praktyka stosunków z bolszewikami coraz bardziej utwierdzała nas w przekonaniu, że równość Ukrainy i Rosji nie wchodzi w rachubę. Okoliczności domagały się ogłoszenia niepodległości i stworzenia silnej armii, ale UPR nie zwrócił na to należytej uwagi. I za to najlepsza ukraińska młodzież musiała zapłacić krwią.

Ale ta tragedia chyba niczego nas nie nauczyła, bo polityka obecnego kierownictwa ukraińskiego wobec wojska nie różni się od polityki Centralnej Rady. Armini nie jest opłacany na czas, rozwój nowej, nowoczesnej broni nie jest finansowany. A kierownictwo nie spieszy się z naprawą sytuacji.

Ale nie tylko siła armii mierzy bezpieczeństwo kraju we współczesnym świecie. Lekcja Kruta to także przypomnienie tego, co może się stać z państwem, które nie dba o wszystkie obszary bezpieczeństwa narodowego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.